poniedziałek, 29 lutego 2016

Znowu w akcji...

Zasuwam jak motorek:-)
W palcach turbodoładowanie.
Haftuję ( po raz kolejny wracam do chałupek):


koralikuję:






Szydełkuję - narzuta zgodnie z planem powiększa się o jeden kwadrat dziennie:


jeszcze 124 kwadraty do końca.


No i eksperymentuję w kuchni. Tak jest zawsze po wizycie w młynie.
Wymyślam różne potrawy z mąki i kaszy.
Nie zawsze zdążę zrobić zdjęcie. 
Udało mi się jednak uwiecznić pierożki pieczone 
z nadzieniem z kaszy jaglanej i sera.


Z barszczem czerwonym - niebo w gębie;-)

poniedziałek, 15 lutego 2016

Po detoksie....

Ostatnie pół roku to odwyk od koralikowania.
Zakończony całkowitą porażką!
Ale nie żałuję.
Już znowu koraliki grzecznie wskakują na nitkę.
A wymachuję i szydełkiem i igłą.

Kolorem wiodącym czerń.
Tu z bielą:


a tu z czerwienią:


A to nie wszystko:-)

niedziela, 7 lutego 2016

Co prawda nie UFOk ale też skończyłam:-)

Rozmiar - 190 cm x 150 cm.
Ciężar - prawie 4 kg.
Czas pracy - 3,5 miesiąca.
Materiał - około 12 par spodni, prawie 1000 m nici.



Narzuta zakończona. 
Sprawiała mi wiele bólu (opuszki palców podziurawione do krwi), 
ale jeszcze więcej satysfakcji.



Im bliżej końca, tym większe tempo narzucałam.
Do tego miałam swojego małego, całkiem prywatnego nadzorcę krasnalowego.


To prezent od Beaty.
Pilnował, żeby przypadkiem ścieg nie zaczął się falować.

Chciałam podziękować Wszystkim, którzy mnie wspierali:
 jeansami do recyklingu, radami i wiarą w to, że mi się uda.
Wielkie formaty to nie jest moja ulubiona dziedzina.
Patrząc jednak na efekt końcowy, myślę, że trzeba to zmienić;-)

W międzyczasie, żeby się całkiem nie zaheksagonować uszyłam kosmetyczki.




No i na koniec pokażę zajawkę następnej narzutki:-)
Też ręcznej;-))