sobota, 30 sierpnia 2014

Fioletowo

Bransoletkę zrobiłam jeszcze na wsi, ale dopiero teraz dokleiłam końcówki.
Sama nie wiem jak to jest.
Niby sama forma żgutowa mnie nie zachwyca, ale ciągnie mnie do nich.
W fioletach, ale jak dla mnie prawie w ametystach:-)


Pozdrawiam weekendowo:-*

niedziela, 24 sierpnia 2014

Urlop - część IV, czyli urlop bez dziergania to nie urlop

Jestem nałogowcem.
Nie wyobrażam sobie urlopu bez igły, szydełka, czółenka, klocków itp, itd.
W tym roku szydełkowałam, koralikowałam i wyszywałam.
Sporo zrobiłam, ale niewiele skończyłam:-)
Z robótki szydełkowej dokończyłam kwadraty w ilości 151 sztuk:


następnie połowę z tych kwadratów obrobiłam drugim kolorem:


i część z nich połączyłam kolejnym kolorem w jakąś całość:


Przy okazji warsztatów koralikowych zrobiłam dwa żguty:


i rozpoczęłam kolejny gerdan:



W swoich koralikach mam bałagan, ale zdecydowanie ogarniam całość.
Jednak Daria załamała ręce jak zobaczyła mój nieład artystyczny. Stwierdziła, że jestem już dużą dziewczynką i powinnam mieć porządek w swoich zabawkach.
Dostałam od niej pojemnik na koraliki:


z fantastycznym haftem na wieczku:


jakby tego było mało, po obejrzeniu spodu wieczka, odkryłam, że dziurki są równiusieńko wywiercone wiertarką:



Przyznam się jeszcze do czegoś.
Lubię piesze wędrówki, ale wtedy nikt nie może się do mnie dodzwonić, bo nie słyszę sygnału komórki z plecaka.
Dostałam więc saszetkę do zawieszenia bliżej uszu:


z niespodziewajką w środku od Kamy, córeczki Darii:


Bardzo, bardzo dziękuję:-*

Wróciłam też do wyszywanki, która od kilku już lat jest dyżurną pracą na wsi.
To bardzo popularne "sianokosy". Znowu niewiele przybyło. Tak niewiele, że nawet nie próbowałam tego dokumentować.
Ale mam już teraz porządek w swoich podręcznych igłach:



sobota, 23 sierpnia 2014

Urlop - część III, czyli roztoczańskie spotkanie robótkowe

Staje się już tradycją, że w czasie urlopu organizuję spotkanie robótkowe.
Są to spotkania bardzo kameralne, ale cieszę się, 
że grono uczestników się powiększa.
Kto wie, może w przyszłym roku będzie nas jeszcze więcej, bo baza noclegowa, skromna bo skromna, ale jednak jest;-)
Spotkania te szumnie nazywamy warsztatami. 
Przede wszystkim chodzi nam o to, żeby się spotkać, porozmawiać, pochwalić się swoimi pracami, troszkę podjeść;-), a jak starczy nam czasu to wtedy czasami udaje nam się czegoś nauczyć.
W tym roku w warsztatach brały udział dwie cudowne dziewczyny z Zamościa: Daria i Joanna, którą miałam okazję dopiero poznać.
Spotkanie rozpoczęło się oczywiście od tortu Darii, nie mogło być inaczej. 
Najpierw podziwianie i chwila dla fotoreporterów, a potem pierwsza konsumpcja:


Potem czas na prezentowanie swoich prac.
Od tych wszystkich cudowności można było dostać oczopląsów.
Nieziemsko piękne patchworki Joanny:


i cudowne miniaturowe hafty Darii:


ja pokazałam to co wisiało na mnie;-) i na ścianach, oraz to co leżało na kanapach, leżankach, fotelach i stołach:-)))
Nie ma to jak Towarzystwo Wzajemnej Adoracji;-). Okazuje się, że wszyscy jesteśmy spragnieni pochwał;-)). Dodają nam skrzydeł.

Potem nastąpił czas na wymianę upominków:-)))
To też wyjątkowa przyjemność!!

Od Darii dostałam ptaszka ulepionego z gliny:

 (zdjęcie pożyczone od Joanny)

A od Joanny igielnik w kształcie serduszka:

(choć wszystkie są piękne, to najpiękniejszy jest zielony - bo MÓJ CI ON)

Dziewczyny!! Bardzo Wam dziękuję:-*

Po wymianie prezentów nastał czas na obiad. Obowiązkowo roztoczański, a więc kotlety po krasnobrodzku z sosem pieczarkowym, kasza gryczana na sypko i sałatka majdańska:-))

Oczywiście cały czas rozmowy, rozmowy, rozmowy....
Nie mogłyśmy się nagadać...
Czas zdecydowanie za szybko płynął.
Po drugiej konsumpcji tortu stwierdziłyśmy, że czas jednak czegoś się nauczyć skoro tematem przewodnim tegorocznych warsztatów były koraliki.
Sięgnęłyśmy po koraliki, ale z wrażenia zupełnie się pogubiłam:-))))
Musiałam wykonać dwa albo trzy "telefony do przyjaciela" (czyt. niezawodnej Beatki) i dopiero wtedy "zaskoczyłam".
Efekt naszych warsztatów był raczej mizerny. Każda z nas wykonała po mikroskopijnym kawałeczku żguta.
 Jednak wiem, że Dziewczyny sprężyły się i już w domu dokończyły swoje prace, co można zobaczyć tu i tu.

Po obżarstwie obowiązkowy spacer i czas na pożegnanie.
Dziękuję Wam Dziewczyny za tę cudowną niedzielę.
Mam nadzieję, że za rok spotkamy ponownie:-)

c.d.n.:-)

Urlop - część II, czyli z kulturą za pan brat

Roztocze to nie tylko dzika przyroda.
Krasnobród, od 2002 roku także uzdrowisko, to miasteczko, z którym jestem związana najbardziej. Dzieje się tam naprawdę wiele.
Zaledwie trzy tygodnie a miałam możliwość obejrzenia wystawy w Krasnobrodzkim Domu Kultury pt. "Rękodzieło - skarb naszego regionu":












W ramach VIII Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej "Per Artem ad Astra" wysłuchałam dwóch koncertów:
pierwszy - inauguracyjny, w Sanktuarium Nawiedzenia NMP w wykonaniu Jakuba Wolszczaka i Tomasza Zebury,
drugi - koncert fagotowy, w domu kultury, w wykonaniu Katarzyny Zdybel i Katarzyny Kluczewskiej.
Uczta dla duszy!!

Tradycyjnie już  biesiadowałam  przy ognisku razem z miejscowym zespołem folklorystycznym "Wójtowianie". Przy okazji bawiłam się też w przewodniczkę dla tych, którzy byli zainteresowani moją "galerią";-)

c.d.n.:-)

Urlop - część I, czyli magiczne miejsce

Jak co roku urlop spędziłam na Roztoczu.
Z dala od wielkomiejskiego zgiełku, wśród dzikiej przyrody przez 3 tygodnie czerpałam magię z tego miejsca.
Na terenie  Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego znajduje się jeden z dwóch ścisłych rezerwatów "Św.Roch". W tym właśnie rezerwacie, pośród lasów bukowo-jodłowych znajduje się wyjątkowo piękna ścieżka spacerowa "Krasnobrodzkie wąwozy":


Przy sanatorium mieszczącym się w pałacyku na Podzamku odkryłam wyjątkowej urody wieżę ciśnień:


Tuż obok pasły się koniki polskie:


A nad krasnobrodzkim zalewem można też znaleźć miejsce bardziej odludne:




C.d.n.:-)
Pozdrawiam wszystkich Tuzaglądaczy:-*