sobota, 23 sierpnia 2014

Urlop - część III, czyli roztoczańskie spotkanie robótkowe

Staje się już tradycją, że w czasie urlopu organizuję spotkanie robótkowe.
Są to spotkania bardzo kameralne, ale cieszę się, 
że grono uczestników się powiększa.
Kto wie, może w przyszłym roku będzie nas jeszcze więcej, bo baza noclegowa, skromna bo skromna, ale jednak jest;-)
Spotkania te szumnie nazywamy warsztatami. 
Przede wszystkim chodzi nam o to, żeby się spotkać, porozmawiać, pochwalić się swoimi pracami, troszkę podjeść;-), a jak starczy nam czasu to wtedy czasami udaje nam się czegoś nauczyć.
W tym roku w warsztatach brały udział dwie cudowne dziewczyny z Zamościa: Daria i Joanna, którą miałam okazję dopiero poznać.
Spotkanie rozpoczęło się oczywiście od tortu Darii, nie mogło być inaczej. 
Najpierw podziwianie i chwila dla fotoreporterów, a potem pierwsza konsumpcja:


Potem czas na prezentowanie swoich prac.
Od tych wszystkich cudowności można było dostać oczopląsów.
Nieziemsko piękne patchworki Joanny:


i cudowne miniaturowe hafty Darii:


ja pokazałam to co wisiało na mnie;-) i na ścianach, oraz to co leżało na kanapach, leżankach, fotelach i stołach:-)))
Nie ma to jak Towarzystwo Wzajemnej Adoracji;-). Okazuje się, że wszyscy jesteśmy spragnieni pochwał;-)). Dodają nam skrzydeł.

Potem nastąpił czas na wymianę upominków:-)))
To też wyjątkowa przyjemność!!

Od Darii dostałam ptaszka ulepionego z gliny:

 (zdjęcie pożyczone od Joanny)

A od Joanny igielnik w kształcie serduszka:

(choć wszystkie są piękne, to najpiękniejszy jest zielony - bo MÓJ CI ON)

Dziewczyny!! Bardzo Wam dziękuję:-*

Po wymianie prezentów nastał czas na obiad. Obowiązkowo roztoczański, a więc kotlety po krasnobrodzku z sosem pieczarkowym, kasza gryczana na sypko i sałatka majdańska:-))

Oczywiście cały czas rozmowy, rozmowy, rozmowy....
Nie mogłyśmy się nagadać...
Czas zdecydowanie za szybko płynął.
Po drugiej konsumpcji tortu stwierdziłyśmy, że czas jednak czegoś się nauczyć skoro tematem przewodnim tegorocznych warsztatów były koraliki.
Sięgnęłyśmy po koraliki, ale z wrażenia zupełnie się pogubiłam:-))))
Musiałam wykonać dwa albo trzy "telefony do przyjaciela" (czyt. niezawodnej Beatki) i dopiero wtedy "zaskoczyłam".
Efekt naszych warsztatów był raczej mizerny. Każda z nas wykonała po mikroskopijnym kawałeczku żguta.
 Jednak wiem, że Dziewczyny sprężyły się i już w domu dokończyły swoje prace, co można zobaczyć tu i tu.

Po obżarstwie obowiązkowy spacer i czas na pożegnanie.
Dziękuję Wam Dziewczyny za tę cudowną niedzielę.
Mam nadzieję, że za rok spotkamy ponownie:-)

c.d.n.:-)

11 komentarzy:

  1. Cieszę się, że mogłam, chociaż telefonicznie, w tym spotkaniu uczestniczyć. To dla mnie zaszczyt
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Beatko! Bez Ciebie nie byłoby tych warsztatów!
      Dałam ciała - bez dwóch zdań! Na szczęście Dziewczyny darowały mi tę wpadkę;-)

      Usuń
  2. A ja już się nie mogę doczekać co wymyślisz na następny rok ;) musimy obgadać, szkoda tylko że czas leci szybko na warsztatach, a później jakoś zwalnia i się wlecze do następnego sierpnia :D Jeszcze raz dzięki za niesamowitą atmosferę i naukę robienia koralikowych "naparstków" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia naparstkom żgutowym;-)
      Byłoby się czym chwalić, oj byłoby!!

      Usuń
  3. To są niezapomniane chwile, wiem, bo to przeżyłam.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzyć się nie chce, że to już 3 lata:-)))
      Z tamtych warsztatów najbardziej zapamiętałam Twoje obcowanie z moim podręcznym nożem;-)

      Usuń
  4. Też się cieszę, że Was poznałam... Darię spotkałam już w Krasnymstawie, ale Ciebie, Jolu pierwszy raz w realu. Te wszystkie cuda, które masz na ścianach i w ogóle wszędzie, z różnych czasów i różnymi technikami wykonanych wywarły na mnie niezapomniane wrażenie. Jestem zszokowana Twoimi zdolnościami i umiejętnościami. To spotkanie na długo pozostanie w pamięci, zwłaszcza że to było, blisko, na Roztoczu. Już czekam na następne, może uda się w szerszym gronie, chociaż, jak dla mnie nie jest to konieczne.... Jeszcze raz dziękuję, Jolu za piękne spotkanie i za naukę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, sierpień 2015 już za rok!!
      Ten rok minie szybciej niż nam się wydaje:-)

      Usuń
  5. Ale niesamowite wrażenia miałyście. Pozazdrościć :) A ten torcik - ach jaka ja łasa na takie cuś ;) Chociaż pozostałe menu też smakowicie brzmi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wrażenia rzeczywiście niesamowite:-)
      Tort równie smaczny jak urodziwy:-)))))
      Udało mi się "uratować" kilka smakołyków z wierzchu tortu, bo chcę pokazać Dziewczynom na spotkaniu Wroclawianek:-)
      Trochę żałuję, że nie zrobiłam zdjęć z pozostałego menu;-)

      Usuń
  6. Super!!Cudne rzeczy tworzą dziewczyny!!!Ty też, ale to już wiesz:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*