sobota, 30 sierpnia 2014

Fioletowo

Bransoletkę zrobiłam jeszcze na wsi, ale dopiero teraz dokleiłam końcówki.
Sama nie wiem jak to jest.
Niby sama forma żgutowa mnie nie zachwyca, ale ciągnie mnie do nich.
W fioletach, ale jak dla mnie prawie w ametystach:-)


Pozdrawiam weekendowo:-*

19 komentarzy:

  1. Piękna, mnie od niedawna zachwyca wszystko co jest zrobione z tych małych koralików :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez zachwyca, ale niekoniecznie ta forma;-)

      Usuń
  2. Bo żguty, to stan umysłu...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest śliczna, wierzę, bo sama praca jest miła i wciągająca, pod warunkiem, że ją dobrze "rozumiesz".... Ja jakoś się oparłam, ale bardzo się cieszę z tej jednej bransoletki, którą dzięki Tobie udało mi się zrobić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, jest wiele technik, którym się oparłam:-)
      Czy uwierzysz, że intensywnie myślę o patchworkowaniu!!??
      Po tych cudach, które zobaczyłam Twoimi rękami uszyte - spać nie mogę. Tego też spróbuję. I pewnie skorzystam z kursu, który zamieściłaś u siebie.

      Usuń
  4. Żgut jest jak narkotyk, a fiolet........:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, będę dalej robiła bez względu na wszystko;-)

      Usuń
  5. Płyń z prądem, pozwalaj mu się unosić, jeśli prowadzi Cię w stronę żgutów, to się nie opieraj, bo wszelki opór działa tak, jak dezodorant na komary :) A żguty wychodzą Ci pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziękuję. Popłynę z prądem:-)
      Do tego ciągnie mnie do patchworków!!
      Póki co wyciągnęłam maszynę i oswajam się z nią:-)

      Usuń
  6. Piękności bo kolory piękne ;) A jak cię ciągnie, to jak piszą poprzedniczki, po co się opierać :P ?
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie jestem opornikiem, więc choć narzekam, to i tak będę żgutowała:-))

      Usuń
  7. śliczniutka, do zobaczenia na spotkanku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciesze się ogromnie, ze drożdżówka wyszła taka pyszna

      Usuń
    2. Ha! Drożdżówkę nazwałam 5-ciogodzinówką: 3 godziny oczekiwania + 1 godzina pieczenia + 1 godzina pałaszowania. Do swojej dodałam śliwki. Pychotka!
      Dzięki za przepis:-*

      Usuń
  8. Śliczna w pięknych kolorach

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie no...tak długo mnie tu nie było???Cudne kolorki:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*