wtorek, 27 sierpnia 2013

Pourlopowo - odsłona 2, patchworkowa

W czasie urlopowania wzięłam się też za naprawę moich 
dziadowskich patchworków
Okazało się, że drugi patchwork zachował się w prawie idealnym stanie u mojej siostry, która była tak wspaniałomyślna i oddała go w moje ręce.
Iwonko, bardzo Ci dziękuję:-*
Kolorystyka idealna. I raptem tylko 3 elementy do wymiany 
(zaznaczyłam je strzałkami).
Dla niewtajemniczonych powiem, że patchworki mają około 50 lat, są szyte ręcznie na okrętkę przez mojego Dziadka. Materiał to nie bawełna, a prawdziwa wełna, stąd stały się takim smakołykiem dla moli. Po naprawie tej perełki, pościeliłam leżankę (kto jeszcze pamięta taki mebel?) w sposób jaki zapamiętałam z wczesnego dzieciństwa. Na leżance kładło się pierzyny, kołdry, potem poduchy. 
Całość byłą przykrywana taką kapą:-)
Na wierzchu leżała jeszcze okrągła patchworkowa poduszka.
Ja posadziłam lalę  i byłam bardzo dumna z siebie;-)








Pełna zapału wzięłam się za ten patchwork.
Poległam. 
Tzn, i tak udało mi się wymienić aż 18 elementów, ale to i tak kropla w morzu.
Dziur jeszcze dużo i miałam chwile zwątpienia. 
Zastanawiałam się czy to ma w ogóle sens??
Przez krótką chwile chciałam to po prostu wyrzucić.
A potem stwierdziłam, że nic na siłę. 
Będę wymieniała te kawałeczki tak długo, aż w końcu zrobię.







Tnąc elementy pomyślałam, że może by tak uszyć okrągłą poduszkę...
Wycięłam, zszyłam i podziw dla Dziadka jeszcze bardziej wzrósł.
Igła nie jest mi obca, a efekt woła o pomstę do nieba:-)))



No i na koniec zostawiłam już mój osobisty patchwork.
Szyty ze starych spodni jeansowych. 
Udało mi się nawet ułożyć jakiś wzór geometryczny.
Całość nie jest jeszcze skończona.
W tej chwili wymiary patchworka to ok. 120x210cm.
Szyty na maszynie. Jest krzywy:-) Ale i tak jestem zadowolona!!






Trochę dużo tych zdjęć, 
ale przynajmniej dwóm pierwszym patchworkom warto poświęcić więcej czasu.

Dziękuję za cierpliwość:-*

10 komentarzy:

  1. Какое красиво покрывало! У меня в детстве похожая кукла была:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na 50 lat...i z wełny... to i tak podziwiam, że nie zostały same dziury. Patchworki zawsze mi się podobały, ale z racji braku wyboru kolorowych materiałów nigdy się za to nie zabrałam... ale z tymi jeansami dobry pomysł... może też spróbuję... a że krzywy... od razu Krakowa nie zbudowano... Moja przyjaciółka przechowuje pierwszą upleciona przeze mnie bransoletkę, gdyby pokazał mi ją ktoś inny to bym nie uwierzyła, że to ja ją zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Leżankę nie tylko pamiętam, ale posiadam. Stoi w pokoju Oli i służy jej do spania, gdy przyjedzie. Całkiem wygodna. Tylko nie mam takich cudnych kap do nakrycia pościeli :) Na szczęście jest schowek, ale pościel po wyjęciu czuć paździerzem i trzeba długo wietrzyć...
    Patchworki godne podziwu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już mówiłam, że to cudo jest, a portki postaram się zbierać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. wow niesamowity i jeszcze szyty ręcznie piękny, a u mojej babci nie było leżanki był za to kuferek, na którym moja babcia uwielbiała leżeć była to gigantyczna skrzynie na której własnie leżały pierzyny poduchy, zasłany był hmmm ja pamiętam takie miękkie futerko a na nim stos wyszywanych poduszek

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod ogromnym wrażeniem tych patchworków, są niesamowite, ogrom w nich pracy - fantastyczne. I podziwiam Twoją cierpliwość w ich reperowaniu :)
    Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Łbem biję o panele i kafelki......w podziwie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest nas kilka szczęściar, które mogły te patchowrki wymacać, zdjęcia nie oddają w pełni ich piękna i majstersztyku...

    OdpowiedzUsuń
  9. Joluś patchworki to dla mnie już mistrzowska szkoła jazdy, do tego cierpliwości potrzeba ponadludzkiej, także tym goręcej podziwiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*