poniedziałek, 17 października 2011

Patchwork ...... dziadowski;-)

Jestem właścicielką cudownego, bardzo leciwego już patchworka, szytego przez mojego dziadka. Pled czy też narzuta ma już co najmniej 50 lat. Został nadgryziony przez czas i przez mole ( co widać na zdjęciach), kolory spłowiały od prania albo starości, a może od jednego i drugiego, ale i tak wzięłam sobie za punkt honoru ocalenie tego jednego egzemplarza. Podejrzewam, że to i tak jedyny zapodziany patchwork jaki się uchował. A dziadek robił ich bardzo dużo. Co jest niesamowite w tym patchworku?? Wszystkie elementy zszywane są ręcznie na okrętkę, a boki poszczególnych elementów nie są większe niż 5cm. Prawdziwe cudo. Pomału naprawiam: wymieniłam już najbardziej tego wymagające romby na całkowicie nowe. Pozostało mi tylko pozszywać te z lekka nadprute szwy i wymienić lamówkę. Zastanawiam się jeszcze nad tym czy nie podszyć spodu czymkolwiek. W oryginale nie ma warstwy spodniej. Narzuta była szyta na normalnej wielkości kanapę, jest więc spora. Cieszę się, że dorwałam ja w swoje ręce:-)




15 komentarzy:

  1. Cudny patchwork. Już wiem po kim zdolna jesteś ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziadek takie cudo uszył ?? zawstydziłaś mnie, ja już od dawna choruję na taką narzutę, naprawdę podziwiam! Talent został w rodzinie Jolu :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. To coś zachwycającego!
    Głównie z powodu niesamowitego ułożenia wzoru, potem to ręczne szycie! Tkanina też wygląda na wełnę. Zachwyca bardzo precyzyjne szycie, a przecież nie miał Dziadek zapewne ani maty, ani noża olfa, ani przymiaru!
    Znakomita praca warta pieczołowitego odrestaurowania. Moim zdaniem powinnaś jemu dać podszewkę od spodu - zabezpieczy to przed przecieraniem, brudem i ładnie wykończy. Ale nie bawełna tylko też wełna! Potem trzeba by to popikować ręcznie niewidocznymi ściegami - pikowanie wzmacnia tkaninę.
    No i na koniec - niech służy, niech będzie w życiu codziennym, po to jest. Ale nie pozwalaj na siadanie, trudno - od wycierania tyłeczkami zacznie się rozpadać. Musi mieć status tkaniny muzealnej. Może na ścianie jako kilim? Z dala od słońca?

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny patchwork - jestem pod wrażeniem. Całe szczęście, że trafił w Twoje ręce i że przyszłaś mu z pomocą :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to cudo miałam w ręku, żadne zdjęcie nie odda jego prawdziwego uroku

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam, macałam i podziwiam. I Twojego dziadka za taką żmudną pracę i Ciebie za cierpliwośc przy przywracaniu patchworka do dobrego stanu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny! Dziękuję! Narzuta cały czas robi na mnie wrażenie. W pamięci zachowały sie też inne. W zasadzie z tego co pamiętam, każda miała inny wzór. A pamięcią sięgac musze bardzo daleko, bo do końca lat 60-tych ubiegłego wieku. O matko! Jak to zabrzmiało!!
    Kankanko! Tobie bardzo dziękuję za fachowe porady, jesteś w tym specjalistką i na pewno zastosuje się do Twoich porad. Mam też nadzieję, że jak w końcu uporam się z całością, to będziesz miała możliwość "pomacania". Postaram się o to!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Najważniejsze, że patchwork dostał się w godne ręce. To bezcenna pamiątka...

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowita sprawa!...Prawdopodobnie nawet przy pomocy maszyny nie dałabym rady tak misternie pozszywać tych drobnych kawałków. Podziwiam narzutę, a wykonawcę za anielską cierpliwość :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pełna podziwu.
    Na maszynie to z pewnością nie dałabym rady tak tych drobiazgów pozszywać. Ręcznie być może... po wielu latach ;-) .

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowita praca. Na dodatek,patchwork uszyty przez mężczyznę, rzadko się zdarza taka cierpliwość u panów, wielkie brawa dziadkowi się należą !Podziwiam !!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziadek miał morze cierpliwości:-). Zwłaszcza do mnie;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. no rzeczywiście cierpliwości to i ocean by mi był potrzebny żeby wymodzić coś takiego, pełen podziw :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowita precyzja! Gdyby w Polsce istniały muzea patchworku, ten byłby najważniejszym eksponatem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wstydem przyznaję, że nie skończyłam jeszcze patchworkowej reperacji. Ale donoszę jednocześnie, że zdobyłam jeszcze jeden patchwork szyty przez dziadka, który jest w stanie prawie idealnym. Ma raptem dwie, albo trzy dziurki wyżarte przez mole, ale najważniejsze, że kolory zachowane są wspaniale. Narzuta, która chyba nie była nigdy używana. Jak znajdę trochę czasu, to na pewno pokażę na blogu.
      Pozdrawiam cieplutko:-*

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*