czwartek, 24 marca 2011

Adam i Ewa

Wygrzebane z lamusa...



Wygrzebuję różne takie starocie, bo muszę zrobić porządki w swoich haftach. Za dużo ich się GDZIEŚ poniewiera. Akty wyszyte w 2006 roku. Pamiętam dokładnie, bo byłam po operacji i koleżanka Ula odwiedziła mnie podrzucając kilka prostych wzorów. Hafty małe, więc tamborek nie ciążył:-)) Na Ulę zawsze można liczyć:*

8 komentarzy:

  1. To prawda, że na Ule zawsze można liczyć. A hafty jak zwykle super.
    Dana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej!!!! Zawstydzacie mnie koleżanki........

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne są. Odnajduj więcej takich cudeniek.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaa... BOSKIE!!! Więcej!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. kolejne cuda... ech....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam, podziwiam, zazdroszczę i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne, ja swoja Ewe skończyłam dziś ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję:-)
      Ja swojej Ewy, ani Adama niestety już nie mam. Kto wie, może kiedyś jeszcze raz wyszyję:-)
      Pozdrawiam ciepło:-*

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*