czwartek, 27 stycznia 2011

Gdzieś....

"Gdzieś" to słowo, które nieustannie mi towarzyszy. Pogubiłam się w tych swoich skarbach i nie panuję nad nimi. Kiedyś panował w nich chaos kontrolowany, ale to już historia. Muszę zwolnić, a to oznacza, że muszę zatracić się w haftach.
Jak wyglądał mój ostatni rok?? Tak jak zawsze. Porywy na nowe techniki, nowe wyzwania. W tym odkrywaniu nowych robótkowych światów jestem świetna. Efekty są różne, raz lepsze, raz gorsze ale dobrze, że ciągle szukam.
Próbowałam sił w krywulkach - nakupowałam koralików, zapięć i kiedy już nic nie stało na przeszkodzie aby oddać się koralikowej dłubaninie pojawiły się papiery.... Czyste szaleństwo:-)))
Koraliki gdzieś pochowałam, zaczęłam gromadzić papiery plus wszystko co potrzebne (zapewniam, że to kolejne pudła i kartony). A jakimś dziwnym trafem moje miejsce pracy nie powiększa się wraz z nowymi gromadzonymi zabawkami.
Bawiłam się spokojnie papierami gdy na horyzoncie, za sprawą Leny pojawił się sutasz:-)))
Z pewną taką nieśmiałością kupiłam 3 kolory sutaszu i gdzieś położyłam, żeby było pod ręką jak najdzie mnie wena;-). Od razu zapomniałam gdzie to miejsce. Szukałam od dwóch tygodni. Bez skutku. Kupiłam kolejne sznurki bo czułam nadchodzący pęd sutaszowej pracy nad bransoletką, której projekt mi się wyśnił pewnej nocy. A jak bransoletka, to potrzebne zapięcia. Wiem, że kupiłam przy okazji okresu krywulkowego i wiem, że gdzieś je schowałam. Gdzie?? Szukając tych zapięć znalazłam jakąś zapomnianą rozpoczętą krywulkę. Zapaliłam się do wykończenia. I oczywiście nie mogę odnaleźć schematu, który gdzieś leży. Pewnie na właściwym miejscu, tyle, że zapomniałam gdzie to miejsce jest.
W sobotę dostałam od mojej ulubionej klientki, Pani Uli, wzory do haftu krzyżykowego. Trzy fantastyczne schematy. Takie jolowe;-) A że nerwy miałam na wszystko więc stwierdziłam, że wyszyję ten boski akt (Lena, trzymaj się!!) . Otworzyłam szafkę z mulinami (to jedyne miejsce gdzie mam porządek) i co znalazłam?? Sutasz kupiony przed miesiącem chyba. Co on robił w mulinach? Tego nie dowiem się już nigdy. Jakby nie patrzeć, mulinę wyciągnęłam i zaczęłam haftować.
Pochowałam wszystko inne!! Gdzieś!!
Ale będę miała radość w odnajdywaniu skarbów:-))))))

7 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.... Trzymam się!!! :-) Podwójnie hihihi.
    Buziole :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak mam. Za mało miejsca i za dużo zabawek. Najgorsze są jednak wrocławskie Krasnale, które wszystko chowają. Porządków im się zachciewa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo tak - skąd to znam - ja to nazywam nieład artystyczny - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lepszy GDZIEŚ, niż NIE WIEM. U nas króluje właśnie to drugie.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochane!! Cieszę się, że nie jestem osamotniona w gdziesiach;-). Jest nas trochę. Hura!!

    OdpowiedzUsuń
  6. och, ja to też nam doskonale. Kiedyś intensywnie, przez prawie rok szukałam ślubnych papierów i nic....dałam spokój. Znalazły sie gry wyciągnęłam papiery do kartek bożonarodzeniowych....Ależ się cieszyłam;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*