sobota, 27 listopada 2010

Kiedyś, już nie pamiętam kiedy, miałam bzika na punkcie koronki klockowej. Zrobiłam nawet komplet biżuterii w/g projektu Jolany Davidowej. Tę wspaniałą czeską koronczarkę poznałam osobiście w Bobowej w trakcie Festiwalu Koronki Klockowej. Zastanawiam się tylko który to był rok.....chyba 2007.
Co do biżuterii...jest bardzo delikatna, zrobiona z kolorowych nici lnianych. Popełniłam jednak niewybaczalne głupstwo:): użyłam zapięcia magnetycznego, które okazało się zbyt ciężkie jak na tę kolię. Przez to całość ucieka mi do tyłu:-)))
Cóż, człowiek uczy się całe życie.



Czy wrócę jeszcze do klocków??
Wyszperałam w swoim kuferku frywolitkę, która powstała w czasach, kiedy solidnie podchodziłam do planu "zakładka wykonana techniką, której się nauczyłam". Zakładkę zafoliowałam, aby nie traciła swojej sztywności.
I choć moja znajomość robótek frywolitkowych nie jest znakomita to z chęcią sięgam po czółenko i robię takie drobiazgi.



Dodam, że czółenko z nawiniętą nitką to stałe wyposażenie mojej torebki;-)

środa, 24 listopada 2010

Jako, że nastał teraz czas bożonarodzeniowych upominków, do moich rąk trafił kolejny robótkowy skarb:



od mojej koncertowo-robótkowej przyjaciółki - Irenki. Cudeńko!!

wtorek, 23 listopada 2010

Marianna Wróblewska i Maciej Zakościelny

Jak się ukulturalniać to na całego!! Jestem już w posiadaniu biletu na ten recital

Ciekawa jestem powrotu na scenę Marianny Wróblewskiej. Dodam jeszcze, że udam się tam w wyjątkowym towarzystwie:-)

SOUNDS OF HAIKU


Wczoraj odleciałam do nieba. Koncert rozpoczął się występem japońskiego flecisty Tomohiro Fukuhary. Muzyk ubrany w tradycyjny strój japoński wprowadził w odpowiedni klimat. A dźwięki, które wydawał przywoływały jeden obraz - kwitnące wiśnie. Dźwięki subtelne. Tak delikatne, że zastanawiałam się nad tym "jak to możliwe?".
Pianista, którego Anna Maria Jopek zaprosiła na występy w Polsce, to najlepszy jazzowy pianista japoński Makoto Ozone. Jego gra powaliła na kolana. Zakochany w Chopinie. Dane było mi usłyszeć jazzowego Chopina!! Rewelacja!!
Ten koncert to nie tylko dźwięki delikatne. To także mocne uderzenia. Energia, której nie można okiełznać. Połączenie japońskiej poetyki z polską ekspresją. Jakże udane!!
AMJ wspaniała jak zwykle. Niezwykle skromna piękna kobieta. Jej głos powoduje ciarki na skórze i łzy w oczach. Odkąd odkryłam ten skarb, nie opuściłam żadnego koncertu z jej udziałem. I dalej będę chodziła. Wokalistka, która nie usiłuje przypodobać się wszystkim. Robi swoje! Ale z jaką klasą!! Artystka nie mogła obyć się bez "swoich" muzyków: Pawła Dobrowolskiego, Roberta Kubiszyna i Pedro Nazaruka. Brakowało mi na scenie Marka Napiórkowskiego. Był na widowni:-). Jak sama artystka stwierdziła, byliśmy ich "testową" publicznością. I zdaliśmy egzamin!!

poniedziałek, 22 listopada 2010

Gdzieś między pirogiem a kompletnie nieudanym eksperymentem kulinarnym w postaci kurczaka w soli, znalazłam chwilkę aby wyhaftować czwartą damulkę:-)



Już zaczynam intensywnie myśleć co pójdzie na następny ogień.

Z kaszą w roli głównej

Dzisiaj byłam prawdziwą gospodynią domową. Eksperymentowałam kulinarnie. I tak, na pierwszy ogień poszedł piróg biłgorajski . Uczciwie przyznaję, że chyba niewiele ma z tego prawdziwego piroga.

Składniki:
-resztka ziemniaków z poprzedniego dnia,
- szklanka kaszy gryczanej ugotowanej w dwóch szklankach wody (tylko do momentu wsiąknięcia wody przez kaszę)
- ser biały w ilości jaka była w lodówce;-)
- cebulka i resztki wędlin przysmażone na tłuszczu
- sól, pieprz, majeranek i co mi tam wpadło pod rękę

Przygotowanie:
Wszystko wymieszać ze sobą i wyłożyć do foremki



Po godzinie w piekarniku (180-200st) jolowy piróg biłgorajski wygląda jak niżej;)



Najsmaczniejszy jest po ostygnięciu. Należy pokroić w dość grube plastry, przysmażyć na patelni (do chrupiącej skórki) i zajadać popijając czerwonym barszczem.
Ot, i jakimś to sposobem pięćdziesiąta kartka świąteczna wyszła spod moich rąk.





I niby już skończyłam ze świętami, ale jeszcze ciągle przychodzą mi do głowy nowe pomysły. No i wiem już, że Pani Małgosia z UTW (Uniwersytet Trzeciego Wieku) na wieść o tym, że zajmuję się recyklingiem, przekazała trochę staroci do przemiału;). Nie trafiły jeszcze do mnie, ale już się cieszę!!

niedziela, 21 listopada 2010

Kolejna krzyżykowa nocka i trzecia damulka gotowa.


Nie wiem jeszcze w jaki sposób wyeksponuję całą serię. Cieszę się, że połowa za mną. A druga połowa przede mną:-). Być może zawisną na ścianie, a być może damy uatrakcyjnią kartki....
Na razie skupiam się na tym, aby wyszyć wszystko.
Dziękuję wszystkim odwiedzaczom za wizyty :-*

sobota, 20 listopada 2010

Dzisiaj tylko jedna świąteczna kartka recyklingowa.

piątek, 19 listopada 2010

A to kolejne prezenciki:

choinka frywolitkowa od Dany


i szydełkowy łoś od Uli .

Bardzo, bardzo dziękuję.

środa, 17 listopada 2010

Prywatna wymianka

Poduszka trafiła już do Leny, więc spokojnie mogę ją pokazać. Poduszka jest efektem prywatnej spontanicznej wymianki. Mam nadzieję, że się podoba:-)


Haft wykonany na kanwie 14ct, nici DMC, dokładnie takie same jak przy obrazku wyhaftowanym w czasie urlopu. Poduszkę uszyłam z lnu, kupionego wieki temu w Mysłakowicach. Kanwę z haftem obszyłam tasiemką satynową i przywiązałam do guzików przyszytych do poduszki.
Doszłam do wniosku, że NIE MOGĘ nie chwalić się w tym miejscu robótkowymi prezencikami, które dostają od krewnych, przyjaciół, znajomych i nieznajomych, z okazji i bez okazji.



To poduszeczka na igły, którą dostałam w sklepie właśnie od Przemiłej Nieznajomej . Poducha spowodowała efekt zamglonych oczu;-). Jeszcze raz bardzo dziękuję!! Dodam jeszcze, że Marta szyje wspaniałe anioły, miałam to szczęście, że mogłam kilka z nich podotykać! Chylę czoła.

wtorek, 16 listopada 2010

Najlepiej czuję się jednak z igłą w ręce. Po długiej przerwie nie mogę się od niej oderwać. Dama poniżej to efekt nocnego jolowego haftowania:-)


Zamówione urodzinowe kartki dla koleżanek mojej mamy trafiły już w jej ręce. Reakcja bardzo mnie podbudowała. W zamian dostałam kolejne materiały do przemiału:

stos (łącznie 163 sztuki) kartek okolicznościowych

i pudełko guzików:-)).

Kiedy ja to przerobię??:-)))))))

poniedziałek, 15 listopada 2010

Recyklingu ciąg dalszy

Gdzieś między jednym oknem a drugim ( wzięłam sobie wolne na mycie okien - całkiem zgłupiałam;) ) porobiłam kartki świąteczne recyklingowe.




Użyłam papieru ze Scrap Pasji. To jako podstawa, a poza tym: falisty papier z sucharków, guziki, koronki, tasiemki, stare kartki świąteczne, zdjęcie wyhaftowanego słodziaka i preparat powodujący efekt kropli ze scrapu .

niedziela, 14 listopada 2010

Podbudowałaś mnie trochę Dorotko, dziękuję! Masz rację, dobrze czuję się w stylu retro. Na dowód tego kolejna kartka urodzinowa, tym razem dla mojej Ulubionej Galerianki.




No i muszę się sprężyć, bo w kolejce czekają jeszcze dwie kartki. Na CITO!!:-)
I jeszcze jedno! Kartki recyklingowe tak się spodobały moim rodzicom, że naszykowali kolejne do przerobu. Tym razem będą to kartki "okolicznościowe".
Cieszę się. Te stare "socjalistyczne" kartki mają swój klimat:-)))

sobota, 13 listopada 2010

Kartka jubileuszowa dla drugiej koleżanki mojej mamy.



Dobrze, że świąteczne kartki już zrobiłam, bo teraz czas urodzinowo-imieninowy nastał.

piątek, 12 listopada 2010

Wszystko wraca do normy:-)


Wzór od Beatki, która wie (nie ona jedna) co mnie tak naprawdę kręci. Uwielbiam miniaturki. Ta damulka to pierwsza z kolekcji - nie pamiętam ile ich w sumie jest. Postaram się jednak zrobić wszystkie.
Wreszcie!! Wróciłam do haftów. Do moich ulubionych krzyżyków.



Świąteczny słodziak

poniedziałek, 8 listopada 2010

75 lat

Na zamówienie mamy robię kartki jubileuszowe dla jej koleżanek. Jubileusze nie byle jakie, bo 70 i 75 lat. Piękny wiek:-)
Chciałam spróbować sił w kartkach stojących. Efekt jest taki jaki jest, ale jedno wiem na pewno - zdjęcia tych kart powinno się robić nie z góry a z boku. No, ale to już następnym razem;-)





Oderwałam się w końcu od tematyki świątecznej;-)

niedziela, 7 listopada 2010

Recykling

Pojechałam w odwiedziny do rodziców, zawiozłam mamie trochę kartek świątecznych. W zamian dostałam stosik (ponad 100 sztuk) starych kartek do przetworzenia



i kolejne tasiemki do wykorzystania




Najpierw była zabawa w oglądanie kartek. Najstarsza była z 1971 r. Potem dokonałam pewnej selekcji: wszystkie rodzinne kartki schowałam do archiwum:-), a pozostałym postanowiłam dać nowe życie:









Frajda przy tworzeniu tej serii kartek była ogromna, tyle, że przecież miałam już bawić się innymi zabawkami;-). Jak pomyślę ile mi jeszcze tych kartek zostało......
No cóż, w przyszłym roku też będą święta !!

sobota, 6 listopada 2010

I to już chyba ostatnie świąteczne kartki:-)






Chyba ostatnie;-)

Anielska seria

Przy kartkach anielskich wykorzystałam w zasadzie wszystkie rodzaje papierów ze sklepów, w których się zaopatruję. Z szuflad ciągle nie ubywa koronek i tasiemek:-). Jak udało mi się tyle zgromadzić?? Mogłabym się podzielić przydasiami. Myślałam nawet nad Candy (okazuje się, że to jest właśnie setny post), ale póki co odwiedzających nie jest zbyt dużo. Poczekam jeszcze trochę.








Tak się zagrzebałam w kartkach, że moje koleżanki zaczynają coraz częściej pytać o powrót do haftu. W ich głosach wyczuwam pewne zaniepokojenie:-)
Nie martwcie się!! Haft był, jest i będzie moją największą pasją. I zawsze do niego powrócę. A wszystko co robię poza haftowaniem jest ciągłym szukaniem....
Lubię nowe wyzwania:-)