wtorek, 29 czerwca 2010

Uśmiech Lata


Nigdy nie lubiłam lata. Najlepiej czuję się bardzo wczesną wiosną i późną jesienią. Jednak postanowiłam jakoś zapałać sympatią do tej pory roku, stąd Uśmiech Lata. Widać jak nieśmiało podchodzę do tematu. Moje letnie kolory są delikatne, z lekka zamglone. Takie lato....owszem, owszem;-)
Niezależnie od wszystkiego, czekam na urlop. Jestem zmęczona. I fizycznie i psychicznie. Byle do sierpnia.......

niedziela, 27 czerwca 2010

Srebrzysta poświata


Szaleństwo koralikowe trwa w najlepsze i dobrze mi z tym. Ciągle dłubię, ale już mi inne skowronki zaczynają latać po głowie. Tak to już jest ze mną......jak tylko zakupię i zgromadzę kolejny karton ze skarbami, bez których w danej chwili nie mogę żyć, cały entuzjazm gdzieś się ulatnia:).
Spora w tym zasługa koleżanek, które inspirują mnie do zgłębiania tajemnic nowych technik, albo podrzucają tak od niechcenia jakiś jolowy wzór do haftowania. Uwielbiam je za to.

piątek, 25 czerwca 2010

Błękitna rapsodia


No i wzięło mnie na koralikowanie. Aż się boję, że nim przerobię zgromadzone do tej pory koraliki, to dokonam zakupu kolejnej porcji. Gdzie mam gromadzić te skarby?? A już pojawiły się następne pomysły, całkowicie odmienne.......
Póki co, Błękitna rapsodia skończona. Ledwo skończyłam a już rozpoczęłam Srebrzystą poświatę. Szukam pomysłu na nazwy, które staną się inspiracją do następnych krywulek;-)

niedziela, 20 czerwca 2010

Skończona:)


Wstałam skoro świt i dokończyłam dzieła:). Tempo, w jakim robiłam krywulkę wskazuje na to, że bardzo mi się podobała:)
Pewnie poproszę Wandę, żeby jeszcze przyniosła kiedyś na spotkanie jedną ze swoich oryginalnych krywulek. Póki co, naszykowałam koraliki na następny wisior w/g wzoru z ukraińskiej książki.
I już myślę, jak zagospodarować pudło koralików z odzysku, przyniesionych przez Irenę.

piątek, 18 czerwca 2010

Budowlana poduszka


Jakiś czas temu zobowiązałam się do uszycia poduszeczki dla pewnego dwuletniego kawalera, któremu na imię Szymek. Zebrałam informacje na temat jego zainteresowań. W chwili obecnej jest na etapie sprzętu budowlanego. Naszukałam się wzorów. Najważniejsze, że udało mi się znaleźć w wykopaliskach takie miniaturki.
Hafciki gotowe, teraz czas na uszycie jaśka:-)

czwartek, 17 czerwca 2010

Drzewko szczęścia



Tak mnie któregoś dnia naszło...... Haft koralikami. Jeszcze w tym nie robiłam:-)
Drzewko powinno przynieść mi szczęście, głęboko w to wierzę. Wzór wykorzystałam ze starego modlitewnika. Nie mam na razie pomysłu na wykończenie. Na przyszłość już wiem, że powinnam stosować rzadszą kanwę, bo ta troszkę się wybrzuszyła. Ale pierwsze koty za płoty;-)

środa, 16 czerwca 2010

Dzieło oprawcy:-)


Po prawie dwóch latach dojrzałam do tego żeby modlitewnik, który robiłam przez ponad pół roku, oddać do oprawy. Wzięłam nawet na to konto dzień wolny z pracy. Oprawcę znam długo i nigdy w żaden sposób mnie nie zawiódł. Dzisiaj rano pojechałam po odbiór modlitewnika. Obraz starannie zapakowany, jak zawsze zresztą. Chciano mi go odpakować i pokazać, ale stwierdziłam, że przecież znam ich robotę, wiem, że nie partolą. Poza tym spieszyłam się, bo taksówka czekała. Zapłaciłam i pełna radości jechałam do pracy. A tam.................. Oniemiałam:-)
Daty, które wyszyłam tylko dla własnej informacji, bo chciałam znać dokładnie czas haftowania modlitewnika, zostały potraktowane jako część obrazka.
Zastanawiam się teraz co z tym fantem zrobić:-) Jak na razie wyleczyłam się z tego konkretnego punktu usługowego. Chyba dodatkowo powiększę obrazek wyszywając wokół bordiurę. Tak, żeby wszystko zmieściło się w passe-partou. Zobaczymy:-)

Krywulka


Na sobotnim spotkaniu Wroclawianek zobaczyłam krywulkę, która zwaliła mnie z nóg. Zupełnie oszalałam;-). Cudeńko zostało przywiezione ze Lwowa no i oczywiście jest własnością Wandy. Przy kawiarnianym stoliku wpadłam w trans. Rozrysowałam sobie schemat i wiedziałam, że na pewno rozpocznę swoją przygodę z krywulką tego samego dnia. W sobotę nie dałam jednak rady. W niedzielę wpadłam w szał, bo nie mogłam nigdzie znaleźć koralików kupowanych nagminnie przy każdej nadarzającej się sposobności. Uwierzyłam już prawie w to, że przez pomyłkę wyrzuciłam do śmieci (podobny przypadek spotkał kiedyś torbę z kordonkami). Szukałam wszędzie za wyjątkiem jedynego właściwego miejsca, tzn. w kartonie ze świecidełkami. Znalazłam. Wieczorem rozpoczęłam zabawę koralikami. Kolorystyka oczywiście różni się od oryginału, ale taka właśnie najbardziej mi odpowiada.

niedziela, 13 czerwca 2010

Klub "Pod Kolumnami"


Klub "Pod Kolumnami" przy pl.Św.Macieja 21.... byłam tam po raz pierwszy. Miejsce czarowne. Prace Eli Wodały prezentowały się wyjątkowo pięknie. Tak jak zamierzałam, mój zbiór florotypii autorstwa Eli powiększyłam o kolejne dwa egzemplarze.






Wystawa potrwa do końca lipca. Warta obejrzenia!!

piątek, 11 czerwca 2010

Florotypie



Jutro wybieram się na wernisaż wystawy Elżbiety Wodały. Ela zajmuje się tworzeniem kompozycji z zasuszonych liści roślin. Stworzyła swój własny niepowtarzalny styl. I jest świetna w tym co robi.

Calineczki

Namówiona przez Gosię postanowiłam zabawić się w wymianę Calineczek u Poppy . Jest to mój debiut i w wymiankach i w Calineczkach. Swoje zrobiłam i wysłałam. Teraz mnie język świerzbi, a muszę powstrzymać się z przyznaniem się do tego jaki kolor wylosowałam. Cieszę się jednak ogromnie na myśl o tym jaką będę miała tęczową kompozycję.

Jak się sadzi jajka?

Przedwczoraj zdarzyła mi się niezwykła sytuacja. Jak każdego dnia z rana przygotowałam obiad dla rodzinki. Tego dnia nie chciało mi się stać przy kuchence. Obrałam więc ziemniaczki i na tym zakończyłam. Na karteczce dyżurnej napisałam, że dodatkiem będą jajka sadzone. O surówkach nie wspominam, bo w tym temacie mąż jest zdecydowanie lepszy:). Wracam z pracy najpóźniej z domowników, więc panowie (czytaj mąż) kończą to co ja zaczęłam rano. Jakież było moje zdziwienie po powrocie , gdy okazało się, że szukali posadzonych jajek w lodówce. Na karteczce dyżurnej znalazłam pytanie: "jak się sadzi jajka?". Na obiad zrobili sobie jajecznicę. Też dobrze, ale ze śmiechu prawie się udławiłam.