piątek, 30 kwietnia 2010

Liściaki







Reszta przy najbliższej okazji (czyt. jak znajdę schowek liściakowy)

czwartek, 29 kwietnia 2010

Spotkanie u Mistrza


Wybrałyśmy się dzisiaj z Elą - Liściakową Księżną do Czesia - Liściakowego Króla, naszego Mistrza. Oglądałyśmy przygotowane do wydania wiersze wraz z ilustracjami (kompozycjami liściakowymi) do tych wierszy. Czesiu jest niesamowity. Kilka liści ułoży i powstaje wyjątkowa kompozycja. Ela.... no cóż, Ela też jest znakomita. Odnalazła swój styl. Całkowicie odmienny od tego czego uczył nas Czesiu. Cieszę się, że znam takich wspaniałych artystów. Wiem, że nie dorastam im do stóp, ale i tak czasami tworzę jakiegoś liściaka. Ten na zdjęciu jest jedną z pierwszych moich kompozycji. Nosi tytuł "Roztańczona". Spotkanie bardzo miłe, dostałam od Czesia tomik wierszy (kolejny już) z dedykacją. Tomik zatytułowany " Z potrzeby serca". Przyjęłam zaproszenie na wystawę prac Eli, która odbędzie się w czerwcu. No i mam nadzieję na to, że będę miała swój własny exlibris, zaprojektowany przez Czesia.

środa, 28 kwietnia 2010

Kartka ślubna


Wczoraj w sklepie odbyło się nieformalne, niezaplanowane mini spotkanie robótkowe. Pierwsza przyszła Dana, potem Stefa a na końcu Beata. Stefa przyszła w poszukiwaniu koronki do kartki ślubnej. Pokazałam na zdjęciu w komórce kartkę, którą robiłam na cito prawie rok temu. To był strzał w "10". Od razu oberwałam od dziewczyn za to, że do tej pory kartka nie jest zaprezentowana nigdzie. Tak więc czynię to niniejszym. Kartka mojego autorstwa, od projektu po wykonanie. Nieskromnie dodam, że bardzo się podobała Młodej Parze. Podobną zrobiłam rodzicom na ich Złote Gody.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Wycinanka


Wczoraj na spotkaniu w klubie poznałam fantastyczną kobietę, Panią Ewę. Wycina cudeńka na papierze zwykłymi nożyczkami. Nie mam niestety żadnego zdjęcia z jej pracą. Na spotkaniu, po wysłuchaniu wszystkich ważniejszych nauk, gotowa byłam na to aby zmierzyć się z nożyczkami i papierem. Efekt nie jest powalający, ale jak na pierwszą (mam nadzieję, że nie ostatnią) wycinankę to jestem z siebie bardzo zadowolona. Jak we wszystkim......ćwiczenie czyni mistrza;)

niedziela, 11 kwietnia 2010

Angela


Od wczoraj towarzyszy mi ogromny żal, smutek i niedowierzanie. I jak zawsze w trudnych sytuacjach uciekam do haftu i do Mozarta. Pomagają w trudnych chwilach. Muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta była, jest i będzie moim ukojeniem. A haft.... no cóż, haft pozwala zapomnieć. Skończyłam jeden z obrazków, do którego schemat przyniosła mi jedna z moich miłych klientek, Pani Ula. Do kompletu mam jeszcze 20 innych elegantek. Ile z nich zrobię?? Pierwsza, Angela wyszyta została na najdrobniejszej kanwie 20ct. Nigdy wcześniej na takiej nie haftowałam, ale podoba mi się i będę częściej sięgała do takiej drobnicy.

piątek, 9 kwietnia 2010

Sklep przy Dobrej

Wybrałam się dzisiaj w końcu na ulicę Dobrą do sklepu, o którym tyle słyszałam. Faktycznie, prawdziwy sezam:). Oczywiście skusiłam się na pełno nowych skarbów. Teraz tylko czekać, aż rodzinka eksmituje mnie z mieszkania. Coraz więcej miejsca zajmują moje zabawki a coraz mniej miejsca do normalnego mieszkania;). Nie mogę jednak opierać się pokusie. Wpadłam w nałóg robótkowy, a że nie ograniczam się do jednej techniki więc lubię mieć wszystko. Nigdy nie wiadomo kiedy najdzie mnie ochota na coś innego. Na razie nie przyznam się o jakie cacka się wzbogaciłam, ale jak już powstaną efekty, wtedy powiem skąd materiały pochodzą.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Po świętach....


Święta spędziłam na dalekiej zamojskiej wsi w dość licznym gronie: moja najbliższa rodzinka + Zuzia (narzeczona starszego syna), rodzice i do tego miejscowa rodzina męża. Czasu na swoje kochane robótki nie miałam zbyt wiele. Raptem kilka chwil we wtorek. Postanowiłam przypomnieć sobie jak się można cudownie relaksować przy wałku do koronki klockowej. Wałek wywiozłam jakiś czas temu już na stałe. W domu, tu na miejscu, nie mam miejsca na wszystkie swoje skarby. Jak wyciągnęłam torbę w wałkiem i nićmi - przeżyłam szok. Znalazłam w niej ślady buszowania myszy. Wszystko jestem w stanie zrozumieć i przebaczyć, ale nie daruję gryzoniom grzebania w moich koronkach. Oczywiście skończyło się na gadaniu i tłumaczeniu kotom jak mają się zachowywać wobec znienawidzonych przeze mnie myszy:). Myszy bardzo posmakowały nici lniane, zwłaszcza kolorowe, jakby wiedziała zaraza jedna, że trudne do zdobycia. Udało mi się kupić kiedyś kilka szpulek od czeskiej koronczarki, pani Jolany. No cóż, trzeba będzie pewnie znowu wybrać się na Festiwal Koronki Klockowej do Bobowej... Jak już pogodziłam się ze stratami ( nie udało się uratować dwóch szpulek) przystąpiłam do zabawy. Przypięłam wzór i zaczęłam przerzucać klockami wiedząc, że i tak nie skończę koronki przed wyjazdem do Wrocławia. Ale przecież wrócę:). A sierpień wcale nie taki znów odległy. Skończę latem.