czwartek, 26 sierpnia 2010

Firanki grzybowe

Średnio co drugi dzień mąż wybierał się do lasu na grzyby (w tym temacie jestem kompletnym zerem). Zatrzęsienia nie było, ale z przyniesionych grzybków dziergałam korale, które potem wieszałam na karniszu przy oknie na strychu (sam karnisz też ma swoją historię). Powstała z tego swoista firanka. Grzybki pięknie zasuszyły się na słońcu. A jaki aromat...........
Nie muszę już się martwić, że braknie mi grzybków na święta.


2 komentarze:

  1. Zachwycające te firanki!!!!
    Uwielbiam grzybobrania, a jeszcze tego roku nie byłam:-(
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Firanki niepowtarzalne!!!! Zazdrościć można!!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*