środa, 16 czerwca 2010

Krywulka


Na sobotnim spotkaniu Wroclawianek zobaczyłam krywulkę, która zwaliła mnie z nóg. Zupełnie oszalałam;-). Cudeńko zostało przywiezione ze Lwowa no i oczywiście jest własnością Wandy. Przy kawiarnianym stoliku wpadłam w trans. Rozrysowałam sobie schemat i wiedziałam, że na pewno rozpocznę swoją przygodę z krywulką tego samego dnia. W sobotę nie dałam jednak rady. W niedzielę wpadłam w szał, bo nie mogłam nigdzie znaleźć koralików kupowanych nagminnie przy każdej nadarzającej się sposobności. Uwierzyłam już prawie w to, że przez pomyłkę wyrzuciłam do śmieci (podobny przypadek spotkał kiedyś torbę z kordonkami). Szukałam wszędzie za wyjątkiem jedynego właściwego miejsca, tzn. w kartonie ze świecidełkami. Znalazłam. Wieczorem rozpoczęłam zabawę koralikami. Kolorystyka oczywiście różni się od oryginału, ale taka właśnie najbardziej mi odpowiada.

2 komentarze:

  1. Jesteś niesamoita z tymi krywulkami. A czy jajka też będziesz robić?

    OdpowiedzUsuń
  2. Do jajek dojrzewam:). Myślę, że do Wielkanocy już coś pokażę:-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*