środa, 16 czerwca 2010

Dzieło oprawcy:-)


Po prawie dwóch latach dojrzałam do tego żeby modlitewnik, który robiłam przez ponad pół roku, oddać do oprawy. Wzięłam nawet na to konto dzień wolny z pracy. Oprawcę znam długo i nigdy w żaden sposób mnie nie zawiódł. Dzisiaj rano pojechałam po odbiór modlitewnika. Obraz starannie zapakowany, jak zawsze zresztą. Chciano mi go odpakować i pokazać, ale stwierdziłam, że przecież znam ich robotę, wiem, że nie partolą. Poza tym spieszyłam się, bo taksówka czekała. Zapłaciłam i pełna radości jechałam do pracy. A tam.................. Oniemiałam:-)
Daty, które wyszyłam tylko dla własnej informacji, bo chciałam znać dokładnie czas haftowania modlitewnika, zostały potraktowane jako część obrazka.
Zastanawiam się teraz co z tym fantem zrobić:-) Jak na razie wyleczyłam się z tego konkretnego punktu usługowego. Chyba dodatkowo powiększę obrazek wyszywając wokół bordiurę. Tak, żeby wszystko zmieściło się w passe-partou. Zobaczymy:-)

3 komentarze:

  1. Poproś o jeszcze jedno pp w kolorze bardzo jasnym, takim jak tło.
    Jolu !!! To mój pierwszy komentarz w Twoim blogu, który wczoraj odnalazłam.
    Pozdrawiam serdecznie i ściskam Cię mocno
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja cię!!!!! Jolu, muszę to pomacać, muszę!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, nie widzę przeszkód. Modlitewnik w zmienionej już oprawie wisi na centralnej ścianie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo. To krytyczne także.
Mobilizujecie mnie do dalszej pracy:-*